Agencja - Biuro nieruchomości Kraków, Wrocław, Gliwice
arrow
GWROTA
pajacyk
panteon
pmiska
stv
Wgraj obrazek o tytule art-playitagainsam.jpg do katalogu /images/belki/statyczne/

PLAY IT AGAIN, SAM...

samTomasz Piątek w swojej Heroinie słowami nieco pokręconego dilera Maćka stwierdził, że śmierć to takie wydarzenie, które zmienia charakter i nawet z jego dziadka, miłego i zawsze uśmiechniętego staruszka, mogło zrobić złośliwego ciula, wyrzucającego przez okno czajniki elektryczne, straszącego sąsiadów i potencjalnych klientów. Strach pomyśleć, co mogłoby się stać, gdyby dziadek umarł kilka razy pod rząd. Wujcio Freud zapewne przewraca się w grobie i kopie z wściekłości w wieko, bo miałby do dodania kilka rzeczy w tym temacie.

Wszystko, co robimy w życiu, ma swoje konsekwencje w późniejszym czasie. Czy to będzie rzucenie pracy, palenie, czy codzienne obżeranie się cheeseburgerami. To jest niezaprzeczalny fakt, z którym chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie miał ochoty dyskutować. Efekt motyla, prosta i bardzo popularna reakcja łańcuchowa, która codziennie zbiera ofiary w ludziach. Dzieje się tak ze wszystkimi rzeczami, na które mamy mniejszy lub większy wpływ, również ze śmiercią otaczających nas osób, ale także, jak widać, z naszą własną. Cokolwiek zrobimy, pociągnie to za sobą lawinę wydarzeń, które być może nie miałyby miejsca, gdybyśmy wcześniej postawili inaczej choć jeden krok. Przyznam, że nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, co by było, gdybym zginęła np. w wypadku, a potem powróciła za sprawą jakichś cudownych mocy. Co zrobiliby moi bliscy, gdyby okazało się, że można sprowadzić mnie z powrotem i przede wszystkim, kim byłabym po takim powrocie.

Uśmiercanie postaci filmowych nie jest praktyką jakoś szczególnie rzadko spotykaną, jednak bohaterowie Supernatural mają wyjątkowego pecha. Giną rozszarpani przez piekielne psy, zastrzeleni, wysadzeni w powietrze ładunkiem wybuchowym domowej roboty, zrzuceni z dachu, czasem, o zgrozo, umierają zwyczajnie w szpitalu. Problem zaczyna się jednak w momencie, kiedy uśmiercony na jeden z powyższych sposobów delikwent okazuje się być jednak jeszcze jakiś czas potrzebny i zostaje cudownie przywrócony do życia. Zabieg dość ryzykowny, bo jednak trudny do sensownego wytłumaczenia, i może właśnie dlatego nieczęsto spotykany w jakichkolwiek produkcjach. W pilotowym odcinku serialu Dead Like Me Mili ginie zabita przez spadającą z rosyjskiej stacji kosmicznej deskę sedesową, aby móc powrócić i stać się ponurym żniwiarzem i rozpocząć swoje drugie „radosne" życie-nieżycie. Jaki jest jednak sens uśmiercania Deana, bohatera Supernatural, po to, aby odcinek później wyciągnąć go dość dosłownie spod ziemi? Pozornie nie ma żadnego.



Ustaliliśmy już, że śmierć zmienia charakter. Czasem na tyle, że stajemy się nie do poznania nawet dla najbliższych nam osób. Czy wtrącenie Deana do piekła i późniejsze wyciągnięcie go przez Castiela było jedynie pretekstem do nakręcenia kilku filozoficznie brzmiących dialogów pomiędzy Winchesterami? Nie sądzę, aby scenarzyści potrzebowali takiego zabiegu, gdyż serial ewoluując z lekkiej i zabawnej opowieści o dwóch braciach polujących na zmory z legend miejskich, stał się historią pełną ludzkich dramatów i dość wyraźnie pokazującą uciekającą z każdą sekundą nadzieję na lepsze jutro. Żeby uśmiercić głównego bohatera w środku i tak nieco zakręconej intrygi, trzeba mieć nie tylko jaja, ale także dobry pomysł na wyjaśnienie widzom swojego kroku, bo jak wiadomo, widz kapryśną i wyjątkowo złośliwą bestią być potrafi, jak mało który zawodowy krytyk. Oczywiście, możemy założyć, że producenci zaniżyli target celując w odbiorców Zmierzchu, ale umówmy się, byłoby to naciągane, krzywdzące i bardzo niesprawiedliwe.

Eric Kripke wyszedł z całej tej operacji „uśmierć-wskrześ" obronną ręką, powoli serwując odpowiedzi, ale nakłaniając także do zadawania coraz to nowych pytań.

samCo by było, gdyby Sam nie umarł wtedy, w nawiedzonym miasteczku? Gdyby Dean nie musiał go ratować, zawierając pakt z demonem z rozdroża? Pomijając oczywiste, że ominęłaby nas cała zabawa z próbą zerwania umowy, pozwolę sobie zasugerować, że bohaterowie nie byliby tymi, kim są teraz. Z biegiem czasu każdy się zmienia, na swój sposób dorasta do swojej roli i powoli staje się kimś zupełnie innym. O ile w przypadku Sama pierwsza śmierć nie pociągnęła za sobą poważniejszych charakterologicznych konsekwencji (nie, nie i już, Sam zawsze zaczynał zdanie od „słuchaj, Dean" i zawsze czuł się trochę winny czemuś, zawsze był młodszym bratem, którym trzeba było się opiekować), tak już jego brat zmieniał się, i to znacznie. A może nie zmienił się wcale, może piekło po prostu wydobyło z niego ten cały smutek, skumulowało go, wymieszało ze świadomością, jak wygląda życie łowcy i dodało coś od siebie. Tego nie wiem, pewne jest jednak, że Dean nie był już taki sam, a jego śmierć i zmartwychwstanie miały także znaczenie strategiczne, bo czy kiedykolwiek przyszłoby aniołom do głowy kazać mu torturować Alastaira, gdyby już wcześniej tego nie robił? Szczerze wątpię. Odnoszę wrażenie, że  uśmiercanie braci stało się jedną z metod na wprowadzenie ich duchowego rozwoju. Winchesterom i tak nie brakowało przecież wcześniej zbyt wiele do postaci, które dzięki dobrze rozbudowanym profilom i scenariuszowi mogłyby być całkiem realne. Jest jedynie kwestią gustu, czy wolimy Deana zamyślonego nad swoim losem, czy też może Sama katującego się myślą, co robi z nim krew demonów, a czego robić zdecydowanie nie powinna. Gdyby nie umarli chociaż raz, być może stałoby się coś innego, co sprawiłoby, że klimat nadciągającej Apokalipsy byłby ciężki i wyjątkowo nieprzyjemny do zniesienia.

Całkiem niedawno krążyła w sieci informacja o przeprowadzonym na Facebooku eksperymencie. Pewien student zamknął się na 24 godziny z kamerą w trumnie. Chciał udowodnić tezę, że ludzie, pozostając w sieci zupełnie anonimowi chętnie obejrzą na żywo czyjąś śmierć. Eksperyment chyba się powiódł, bo i liczba osób, i komentarzy była dość znacząca. Może coś jest w tym założeniu i notoryczne zabijanie Winchesterów jest po części zabiegiem marketingowym, przyciągającym przed telewizory kolejne rzecze fanów, choć może nie tyle liczących na rozlew krwi, co na spektakularny powrót.

Zadajmy sobie pytanie, czy właśnie zastanawiamy się nad logiką scenariusza? Nie, bo ten jest wyjątkowo dobrze dopracowany, zadbano w nim o każdy, najmniejszy nawet szczegół. Portrety psychologiczne nie tylko głównych bohaterów, ale także postaci pobocznych, które czasem pojawiają się tylko na moment. Śmierć nie stała się jedynie sposobem na pozbycie się delikwenta, ale także pretekstem do wielu rozważań i dylematów, kolejnym motorem napędzającym biegnące z coraz większą prędkością wydarzenia. Świat zmierza ku zagładzie, to widać, a skoro twoi bliscy jak jeden mąż umierają, ty, na złość wszystkiemu i wszystkim, wrócisz na ten cholerny padół łez i dokończysz to, co zacząłeś.

Zastanawiam się, dlaczego użyto takich, a nie innych środków w celu doprowadzenia braci do ostatecznej, apokaliptycznej rozgrywki. Czy było to kolejną drogą, którą musieli przejść, aby coraz bardziej czuć się zmęczonym i pozbawionym wszystkiego, co ważne? Psychologiczna zagrywka, jechanie po bandzie i granie na emocjach widza, niemal na krawędzi wytrzymałości statystycznego pochłaniacza tasiemców? Jeżeli takie było założenie scenarzystów, to należą im się wielkie i szczere ukłony. Nie jest prosto napisać dobry scenariusz i wprowadzić go w życie, a wyjątkowo trudnym jest sprawić, żeby żył on własnym życiem, hipnotyzował i przyciągał miliony głównie ciekawą i wciągającą historią.

Więc jaka w tym wszystkim logika? Jaki sens miała wcześniejsza śmierć Sama, późniejsze śmierci obydwu.? Rozwój fabuły, ktoś odpowie. Pewnie będzie miał rację, że sadystyczne:) zapędy reżyserów mają na celu głównie posunięcie akcji do przodu, choć w sposób odmienny od tego, do czego przyzwyczajeni byliśmy do tej pory. Może celowo, a może zupełnie przypadkiem, Supernatural stał się produkcją, która zadaje wiele bardzo niewygodnych pytań; o sens życia i naszą lojalność wobec najbliższych. Bo serio, ilu z was zdecydowałoby się dość dosłownie iść do diabła, żeby uratować życie ukochanej osoby?

 

A dziś? Dziś oczekujemy 7 sezonu, zmartwychwstałemu Samowi po raz kolejny udało się wybrnąć z niezłej kabały i odzyskać swą drogocenną duszę. Ile razy będzie trzeba umrzeć, żeby doprowadzić cały ten bałagan do porządku? Pewnie dowiemy się już niedługo. Cóż, zagraj to jeszcze raz, Sam.

 

 

                                                                                                                       Autor: Coma-White

 

 SKOMENTUJ NA FORUM



Supernatural.com.pl @ Wszelkie prawa zastrzeżone.Strona Non- Profit prowadzona przez fanów dla fanów.