Agencja - Biuro nieruchomości Kraków, Wrocław, Gliwice
GWROTA
panteon
stv
Wgraj obrazek o tytule art-ewangelia.jpg do katalogu /images/belki/statyczne/

Ewangelia Winchesterów wg Chucka

Każdy na swój sposób próbuje odgadnąć, co przyniesie nam kolejny sezon Supernatural. Wiele osób na ten temat się wypowiedziało. W tym tak ważni ludzie jak nowy showrunner - Sera Gamble, dotychczasowy showrunner i twórca serialu - Eric Kripke, czy też główni aktorzy: Jensen Ackles, Jared Padalecki, Jim Beaver. Również i nasza redakcja nie pozostaje obojętna, o czym świadczą artykuły SSJa oraz opinie i komentarze na forum. Także i ja chciałbym zerknąć w przyszłość i zabawić się w Boga, a mianowicie spojrzeć na tę zagadkę oczami serialowego Chucka, który prawdopodobnie sam jest Wszechmogącym. Spojrzeć przez pryzmat miłości nie tylko braterskiej, czy rodzinnej, ale również przyjacielskiej.

A jako punkt wyjścia chciałbym przyjąć cytat z finałowego odcinka obecnego sezonu:

„Zatem jak to się skończy?
Trudno powiedzieć.
Według mnie to był test…
Dla Sama i Deana.
Spisali się chyba całkiem nieźle.
Mając przeciwko sobie dobro i zło,
Anioły, Diabły, Przeznaczenie i samego Boga,
Poszli własną ścieżką.
Wybrali rodzinę.
I cóż…
Czyż nie o to chodziło?
Nie ma wątpliwości, zakończenia są trudne.
Ale przecież…
Nic tak naprawdę się nie kończy, prawda?”


Pierwsze spotkanie
Wróćmy do pierwszego sezonu i pierwszego odcinka. Przypomnijmy sobie, jak wyglądało ich pierwsze spotkanie po latach. Dean, który wpada w nocy do brata zupełnie go zaskakując. Wywiązuje się krótka szarpanina, aż wreszcie bracia rozpoznają się w ciemnościach. W tej scenie zupełnie nie przypominają Deana i Sama ze Swan Song. Widzimy, że raczej rzadko się widują, nie darzą się nadmierną sympatią, a wspólne przebywanie nie sprawia im przyjemności, w szczególności Samowi, który ułożył sobie życie. Jednak kilka dni później zaczynamy obserwować, jak się zaczynają docierać, poznawać po  latach rozłąki. Gdy Sam żegna brata po wspólnych łowach, słyszy znane nam słowa: Niezły z nas zespół - co też Sam potwierdza. Chłodne spojrzenie Sammy’ego z początku odcinka zmienia się w pełne zaciekawienia: jak to by było wyruszyć z bratem? Może kiedyś… tata się odnajdzie, Dean nie potrzebnie się martwi.

Skrzyżowanie dróg
Gdy ginie Jessica w podobnych okolicznościach jak matka Winchesterów, misja Deana staje się również i misją Sama. Przyglądamy się, jak bracia dorastają razem w drodze w poszukiwaniu ojca. Nie brakuje chwil wzruszenia, jak i śmiechu. Sam odkrywa, że stracił dużo lat wybierając własną drogę wbrew ojcu, bratu, wszystkiemu. Gdyby nie dziwna wizyta Deana, może już nigdy nie mieliby szansy poznać się lepiej. Dla Sama na zawsze pozostałby starszym bratem, który się nim opiekował. Ale o tym później. Bracia stają się z czasem zgranym i dobrze się rozumiejącym zespołem, jednak starszemu bratu brakuje oparcia, kogoś kto by nad nimi czuwał, tak jak on czuwa nad Samem. Oglądamy tę niezwykłą chwilę, gdy powracają do rodzinnego Lawrence, aby rozwiązać kolejną zwykłą sprawę. Dean kłamiąc, że idzie do łazienki, dzwoni zrozpaczony do ojca. Ze łzami w oczach prosi go o pomoc, lecz znowu odpowiada automatyczna sekretarka. W tej scenie widać, jak bardzo Dean kocha ojca i jak bardzo go potrzebuje, mimo że przed bratem gra twardego. Ich wspólna droga doprowadza wreszcie do spotkania z Johnem Winchesterem.

Ojciec
Jest to niezwykle piękna scena, kiedy Dean pada w objęcia ojca, ale jeszcze bardziej wzrusza powitanie marnotrawnego syna i wspólne przeprosiny. Ojciec również cierpiał nie mogąc być przy swoich dzieciach, a robił to, by je chronić; tym większy jest upust emocji i wreszcie zebranie całej rodziny w jedną całość pod przywództwem Johna. Wspólna walka ze złem wydaje się łatwiejsza. Rodzina zawsze dla Winchesterów była najważniejsza, była największą mocą i zarazem największą ich słabością. Bała tym, dla czego poświęciliby wszystko tylko po to, aby ją uratować. To była ciągła walka o siebie, najpierw Deana o odnalezienie ojca, później o znalezienie wspólnego języka z bratem, o pomszczenie śmierci mamy i Jess.

Wielka rodzina Winchesterów
Ale rodzina to nie tylko więzy krwi, jak często słyszymy w Supernatural. Rodzina jest czymś więcej niż zwykłe pokrewieństwo, często jest to braterstwo ducha, dążenie do wspólnych celów na tej samej drodze. Dzięki tym kryteriom do wielkiej rodziny Winchesterów spokojnie możemy zaliczyć Bobby’ego, który dla chłopaków jest drugim ojcem, Ellen i Jo - bratnie dusze, zawsze skore do pomocy, co przypłacą nawet własnym życiem w odcinku Abandon All Hope. Do tej społeczności należy wg mnie również zaliczyć Lisę i Bena, którzy po finale stali się wg mnie tymczasową ostoją dla Deana. Również i Castiel wpisuje się w ten model, chociaż potrzeba mu było i nadal potrzeba czasu, aby stanąć całkowicie po stronie braci. Nie byłbym sobą, gdybym do tej gromadki nie dodał Impali, która była przez cały czas domem dla braci, a według niektórych trzecim pełnoprawnym bratem Winchesterów. Ja również jestem tego zdania, gdyż Adam nigdy nie wpisze się we wzorce, które były tak ważne dla Johna, a teraz są ważne dla synów, którzy sami dzielnie kontynuują walkę ze złem.

Rozdroża
„Poszli własną ścieżką, wybrali rodzinę”. W jaki jednak sposób udowadniali swoje przywiązanie do rodziny? Nie było tak jak w normalnej rodzinie - śniadanie do łóżka, spacer z rodzicami, czy zabawy na dworze z bratem. To nigdy nie była, nie jest i nie będzie zwykła rodzina. Oni miłość udowadniali poświęcając się i podpisując pakty z demonami. Najpierw matka, która chciała ocalić ukochanego od śmierci zawarła umowę z Azazelem. W zamian za przywrócenie życia Johnowi, ona w odpowiednim czasie zaprosi go do siebie do domu, co też przypłaciła życiem. Nie trzeba było długo czekać na taką decyzję u ojca Deana. On w zamian za życie ukochanego starszego syna, oddał swoje, wg niego bezwartościowe. Dean również się nie wahał widząc martwego Sama. Pobiegł na rozdroże i podpisał pakt, bo stracił najcenniejszą osobę w życiu, która mu pozostała. Jak widać były to czyny heroiczne i godne podziwu. Jedynie Sam na swoim koncie nie miał takiego wyczynu, ale czy aby na pewno?

Poświęcenie
Sam w przeciwieństwie do reszty rodziny chciał po stracie brata zawrzeć pakt, ale demony go nie chciały, był dla nich bez wartości. Swoją drogą ciekawe dlaczego - prawdziwe naczynie dla diabła bezwartościowe? Ale wracając do tematu, Sam przez cały serial dojrzewał do podjęcia najważniejszej decyzji. On wszedł o poziom wyżej. Poświęcił się, ale nie tylko dla brata czy Bobby’ego, ale dla całej ludzkości, aby ją uchronić od zatracenia i zniszczenia. Powiedzenie Diabłu „tak” nie z desperacji, ale z pełnej świadomości i rozwagi podejmowanej decyzji, to czyn heroiczny, dobroczynny, gdyż robił to dla ludzi, których nawet nie znał.

Starszy brat Dean
W finałowym odcinku obecnego sezonu widzimy już ukształtowanych, dojrzałych bohaterów. Dean pozwala wreszcie podjąć decyzję Samowi samemu, bez konsultacji. Przestaje być starszym bratem, który tylko czuwa na młodszym. Mówi, że sam musi dorosnąć. Co wpłynęło na taką postawę? Na pewno wszelkie kryzysy, które razem przeszli. Największy na początku właśnie 5 sezonu. Bracia rozchodzą się, nie są w stanie tworzyć dalej zgranego zespołu, jak to miało miejsce w poprzednich sezonach. Coś pękło, nie potrafili wygrać walki z samym sobą, nie mogli się dogadać. Mimo, że padają tam ostre słowa, to nie znaczy, że więź braterska została złamana - ona tylko została nadwyrężona, choć dosyć mocno. Jednak po uporaniu się  z samym sobą, miłość braterska znów ich połączyła. Pełne zaufanie i wiarę w drugiego brata możemy zauważyć po wydarzeniach w Point of No Return, a mają one kontynuację w Swan Song. Również w retrospekcjach mamy jak na dłoni ukazane kształtowanie się stosunków pomiędzy braćmi. Przez te lata stali się oni nie tylko bratnimi duszami, ale ja bym nawet zaryzykował stwierdzenie jedną wspólną duszą, gdzie jeden nie chce żyć bez drugiego i na odwrót. Sam poświęca się i ginie, a Dean zostaje sam. Historia kończy się.

Nic już nie będzie takie jak kiedyś
„Nie ma wątpliwości, zakończenia są trudne. Ale przecież… Nic tak naprawdę się nie kończy, prawda?” Sam odchodzi. Dean zostaje sam. Czy podejmie próbę ratunku brata? Oto jak odpowiada na to pytanie nasz profeta: „Bobby będzie polował na ruguru w okolicach Dayton. Ale nie Dean. Dean nie chciał, żeby Cas go ratował. Każda jego część, każda komórka w jego ciele, pragnie umrzeć, bądź znaleźć sposób na przywrócenie życia Samowi, ale nie zrobi żadnej z tych rzeczy. Bo złożył obietnicę." Dean jednak nie wie, że Sam powrócił.

Wbrew temu, co napisał Chuck to nie koniec Ewangelii Winchesterów. Jesienią bracia dopiszą kolejny rozdział, już szósty. Jaki on będzie? W świetle nowych wiadomości już możemy stwierdzić, że rodzinny interes powróci. Będziemy znowu z braćmi jeździć na łowy, na Wendigo, na kobietę w bieli. Będziemy mogli obserwować relacje między nimi. Będą one zupełnie inne, gdyż Sam powróci odmieniony i trzeba również dodać, że tym razem to Sam wciągnie Deana w rodzinny interes, a nie odwrotnie, jak było to za pierwszym razem. Czy dalej będą tworzyć zgrany zespół? Czy staną jak podczas kryzysów po dwóch stronach - Sam razem z demonami, a Dean z aniołami? Wiemy, że życie jakie chciał zacząć Dean za radą Sama jest tylko utopią. Od momentu końca Apokalipsy wszystko się zmieni. Jak zapowiadają twórcy, ten rozdział biblii Winchesterów będzie rozdziałem tajemnicy i cienia. Wszystko się zmieni, lecz czy bracia znów wybiorą rodzinę, czy tym razem się złamią pod naporem nowych wyzwań, trudności i przeszkód? Nowy rozdział przed nami - przecież „nic tak naprawdę się nie kończy, prawda?”

Autor: Dean Winchester

SKOMENTUJ NA FORUM



Supernatural.com.pl @ Wszelkie prawa zastrzeżone.Strona Non- Profit prowadzona przez fanów dla fanów.