Agencja - Biuro nieruchomości Kraków, Wrocław, Gliwice
GWROTA
panteon
stv
Wgraj obrazek o tytule art-dramatuaktv.jpg do katalogu /images/belki/statyczne/

Dramatu akt V

Nie będę Kolumbem odkrywając, że V sezon rozpoczął się w momencie, w którym zakończył się sezon IV. Ostatnie ujęcie Lucifer Rising ukazywało dwóch braci bezradnie wpatrujących się uwalniającego się z klatki Lucyfera. Wszystkie starania na nic. Obydwaj oszukani: jeden przez anioły, drugi przez demona. Potwierdziło się, iż jedyne na czym mogą polegać, jest to rodzina. Kiedy ekran ogarnęła złowieszcza biel, żaden fan nie miał dobrego nastroju.

Moje przewidywania na V sezon były następujące: Lucyfer będzie miał bardzo pozytywny stosunek do Sama i odczuwał potrzebę okazania wdzięczności za oswobodzenie. Oczekiwałem ironii, kiedy to Szatan obroni młodszego Winchestera przed polującymi na niego aniołami, nie zdającymi sobie sprawy, że to ich starszyzna doprowadziła Sama do złamania ostatniej pieczęci. Natomiast Dean jako bohater przepowiedni mówiącej o zwyciężeniu Lucyfera, znajdzie się na diabelskim celowniku a przed Luckiem obronią go skrzydlate parchy. W ostatecznym rozrachunku stało się oczywiście inaczej. Twórcy Supernatural zdecydowali się na dwa niezwykle istotne dla konstrukcji fabuły elementy.

Pijany mąż wraca do domu a żona do niego:
- Gdzie byłeś?!
- Na czynie!
- Na jakim znowu czynie?
- Naczynie, bo będę rzygał!

Po pierwsze, uczyniwszy z Winchesterów naczynia dla Michała i Lucyfera, utorowali sobie drogę do dowolnego wstrzymywania apokalipsy wedle potrzeby. Bez tego Lucjusz na dzień dobry zrobiłby rozpierduchę. Po drugie, enochiańskie pieczęcie, które Castiel wyrył na żebrach Sama i Deana, uchroniły Winchesterów przed ciągłą gonitwą ze strony demonów, oraz przede wszystkim - aniołów. Inaczej nie mieliby ani chwili oddechu. Anioły dosłownie cały czas stałyby obok nich. I tak to właśnie wyglądało na początku.

BÓG CHCIAŁ DIABŁA

Twórcy Superntatural potrafią stanąć na wysokości zadania. Swan Song, tak jak i pozostałe finały oraz początki sezonów, należy do najlepszych odcinków. W tym wypadku najmocniej jak dotąd zaakcentowany został sentyment. O ile zawsze uważałem, że wątki obyczajowe są ważniejsze niż horror, tak dopiero teraz ruszyła mnie ta więź braterska.

Finałowy pojedynek, który odbył się (a jakże!) w samo południe, został zaaranżowany w westernowym stylu. Niektóre fragmenty muzyki, długość samej sceny, ujęcia skoncentrowane na twarzach bohaterów to elementy stylu Sergio Leone. Napisałem "pojedynek", aczkolwiek licząc wszystkie naczynia, ludzi i aniołów, brało w nim udział 8 istot. Adam całkiem przekonywująco sprawdził się jako pojazd dla Michała, a nasz ziomek Jared, miał moim zdaniem w tym odcinku "łabędzi śpiew", jeśli chodzi o jego dotychczasowe aktorstwo.

Jeszcze bardziej przekonałem się, że Lucyfer jest nie tyle zły, co bardziej po prostu wrogi wobec nas. Wykazał nieco zrozumienia dla braci i w ostatecznym rozrachunku, można było spodziewać się nieco innej postaci, kiedy ryk bestii rozbrzmiał w Symphathy for the Devil. Lucyfer nie był tak piekielnie zły. Dużo bardziej okrutnym był Azazel, czy nawet Zachariasz. Aczkolwiek trzeba przyznać, że w scenie na cmentarzu Dean wyglądał jak metalowiec po spotkaniu z dresiarzami, którzy jako wrażliwi i bardzo empatyczni ludzie, zagaili przechodnia i zapytali się czy może ma on jakiś problem. Przez moment zastanawiałem się nawet, czy to nie sam diabeł pozwolił Samowi przejąć kontrolę.

Motyw przeznaczenia, z jakim mieliśmy do czynienia od dłuższego czasu, ukazał mi się w nieco innym wymiarze. To anioły mówiły o przeznaczeniu. Tym samym zrzucały całą odpowiedzialność na Boga. A ten też ma silne argumenty. Mógłby rzec, że dał tak ludziom, jak i aniołom wolną wolę i wcale nie musi reagować na ich poczynania. Dorosłość to przecież odpowiedzialność.

Jeśli Bogiem okazać się miałby Chuck, to byłby to wybór co najmniej szokujący. Przecież to zapijaczony pisarz chodzący na dziwki. Ja żartowałem, z tym profilem na fotka.pl. Aczkolwiek muszę przyznać, że Chuck uczesany, w świeżej białej koszuli prezentował się wystarczająco dobrze. Pisałem, że chętnie zobaczę 30-40 letniego Boga.

Warto w tym momencie zauważyć, że V sezon, tak jak i poprzedni, niejednokrotnie dał leciutko po głowie chrześcijaństwu. Nigdy jednak nie przekroczono pewnej linii. O ile serial swobodnie ukazuje jeźdźców, demony i anioły o tyle nigdy nie zobaczyliśmy ani profanacji krzyża, ani obrazy Chrystusa, Maryji oraz Ducha Świętego. Szczególnie w naszym kraju byłoby to źle odebrane. U nas te postacie są przecież otoczone wyjątkowym kultem. Mnie osobiście trudno jest znaleźć dla nich w ogóle miejsce w Supernatural. Natomiast zakazany owoc, utracony raj, Adam i Ewa mogliby uzyskać pasjonującą interpretację.

TO WSZYSTKO DZIĘKI WAM

Generalnie, V sezon trzymał fason. Słabym punktem były odcinki, nazwijmy jednorazowe, nie mające nic wspólnego z Apokalipsą. O ile Fallen Idols dało się jeszcze obejrzeć, o tyle Swap Meat i The Curious Case Of Dean Winchester, były moim skromnym zdaniem, najgorszymi w całej historii. No może poza Ghostfacers, ale to był jednak odcinek specyficzny. Jedyną fajną jednorazówką było Sam, Interrupted. Choć i tak najbardziej podobała mi się sama obyczajowo-emocjonalna końcówka - immamentna część serialu, niejednokrotnie ważniejsza, niż zjawiska paranormalne.

W V cyklu znalazło się wiele ukłonów w stronę minionych serii, do których wielu fanów odczuwa dziś przecież wielki sentyment. Sam Winchester swym wspomnieniem o Wendigo, wyjął mi z ust, jak dużo bardziej złożonym stał się ten serial. Podejrzewam, że nie tylko mi. Wielu fanów musiało się też zastanawiać, gdzie Jo i Ellen zniknęły na całe 2 sezony. Obydwie powróciły już w drugim odcinku nowej serii. Później twórcy złożyli je w ofierze. Znalazło się tez miejsce dla Rufusa, który jak dotąd wystąpił tylko w przedostatnim odcinku 3 serii, czyli Time Is On My Side. Trickster okazał się być Gabrielem, a Winchester nr 3, czyli Adam, już na zawsze będzie czymś dużo więcej, niż tylko jednoodcinkowym skokiem przez rekina. Na dodatek Supernatural nawiązał z nami dialog w The Real Ghostbusters nakazując nam zachować dystans w swym uczuciu do głównych bohaterów.

Kontynuowano wątek mrocznej natury Sama, ale w pewnym momencie to Dean stał się tym słabszym. Do tej pory jego problemy ze swoim bohaterstwem miały wymiar po części wolicjonalny, a nie tylko emocjonalny. Wyartykułował to w What Is and What Should Never Be stojąc nad grobem ojca, w stworzonej przez Dżina halucynacji. Ciosy, jakich Dean doznawał na niemal każdym kroku, skonstruowały tykającą bombę. Wszystko ma przecież swoje granice. Chwała twórcom, że o tym pamiętali. To nie Sam miał powiedzieć "tak". To nie Sama skusiło zło, ale rozbity w pył przybytek ducha, doprowadził do momentu, w którym Dean gotów był oddać się Michałowi. Jednak nadspodziewanie szybko otrząsnął się ze swego załamania. Fakt faktem, człowiek jest w stanie podnieść się w niemal jeden dzień. Można to naciągnąć pod zaufanie i wiarę, jaką Sam okazał starszemu bratu. Ale jednak naciągnąć. Z drugiej strony, trauma może zawsze powrócić. Emocjonalne wirusy mają to do siebie, że lubią się ukryć na jakiś czas, aby zmniejszyć czujność chorego, a następnie zaatakować ze zdwojoną siłą. Psychoza stoi cały czas otworem przed Deanem. I za ten sznurek też można kiedyś pociągnąć.

SZEŚĆ SZEŚĆ SZEŚĆ

Jeszcze niejedno "Carry On…" może rozbrzmieć na koniec sezonu. Nawet jeśli nie złapie już za serce tak jak wcześniej. Jeszcze niejeden raz, kawałek AC/DC może zainaugurować odcinek. Przecież Dean nie miał jak do tej pory czasu, aby posłuchać ostatnich płyt swych ukochanych zespołów. Szlachtował grzeszników w piekle kiedy Metallica wydała Death Magnetic. Marzy mi się Dean wyginający się przy dźwiękach Rock N'Roll Dream (AC/DC - Black Ice). Tzn. wyginający się w serialu, a nie razem ze mną.

Jak do tej pory stawka w Supernatural rosła z sezonu na sezon. Po zatrzymaniu apokalipsy i (nie)ostatecznym zwycięstwie nad Lucyferem, trudno sobie wyobrazić grę wyższej rangi. Wydaje mi się, że właśnie dlatego, wielu widzów nie dawało błogosławieństwa szóstemu sezonowi. Tymczasem, radziłbym zatankować przed dalszą drogą.

Co mogą zrobić twórcy w tym nie najłatwiejszym dla nich momencie? Mogą np. zmienić konstrukcję fabuły na płaszczyźnie sezonu jako całości. Podczas jednej serii mogą teraz, dla odmiany, zbudować klika odrębnych, następujących po sobie motywów przewodnich. Natomiast wzbogacenie i pogłębienie wątków obyczajowych, przy zachowaniu dotychczasowej atrakcyjności serialu, mogłoby też przyciągnąć więcej starszych, bardziej wymagających widzów, bez utraty widzów młodszych. Na dodatek, uczynienie serialu bardziej strasznym i klimatycznym jest czymś przeze mnie niezwykle oczekiwanym. Marzą mi się kolejne odcinki w stylu Wendigo czy Hook Man.

Możliwości są tak liczne że nie sposób ich ogarnąć. Zarówno w piekle, jak i w niebie powinno dojść teraz do walki o władzę. Jedno i drugie powinno stać się teraz ziemią niczyją. Piekło utraciło nieco swą tożsamość po zakończeniu Apokalipsy i w tym momencie wydaje się być tylko więzieniem dla grzeszników. Analogicznie przedstawia się sytuacja nieba. Trudno mi jest wyobrazić sobie Castiela w roli nowego przywódcy. Zasłużył się on najbardziej w kwestii zatrzymania Lucyfera, jednak cały czas pozostaje banitą. A na takich rzadko kiedy czeka stołek. Jeśli już, to raczej krzesło elektryczne. Natomiast Crowley ma wiele atutów do objęcia władzy w piekle. Jest cwany i charyzmatyczny. Nie byłoby chyba wielkim zaskoczeniem, gdyby okazało się, że planuje to już jakiś czas. Jest wystarczająco inteligentny, aby zdawać sobie sprawę z sytuacji jaka powstanie po porażce Lucyfera. Ne można mu przecież odmówić kierowniczych ambicji. Twórcy mogą, ale nie muszą, pójść w przyszłości tym torem. Z resztą, Michał i Lucyfer, też mogą jeszcze powrócić. Byle jednak nie za szybko.

Mini saga o wampirach, morskie stwory, stworzenia z innych wymiarów to jedne z setek możliwości. Smok Wawelski byłby przesadą, ale naszego rodzimego Bazyliszka już Graham Masterton uczynił bohaterem poważnego horroru. Byłoby nam miło i przyjemnie zobaczyć kolejny polski wątek w Supernatural.

Serial rozliczył się ze swym dorobkiem, pozostawiając przy tym nieliczne niedopowiedzenia. Przyznam, że nie wiem, a ciekawi mnie bardzo, jaki los spotkał Colta po nieudanym zamachu na Lucyfera. Po Abandon All Hope rewolwer nie pojawił się już później w serialu. Pistolet wystąpił jak dotąd w każdym sezonie Supernatural. Chętnie zobaczyłbym go w kolejnym, najlepiej w dłoni Johna Winchestera. W moim przekonaniu John musiał umrzeć na początku 2 sezonu, aby kontynuowanym była główna idea serialu, czyli opowieści o dwóch braciach podróżujących po świecie i polujących na duchy. A żywy John tą ideę by właśnie zabił. Jednak obecnie Supernatural nic już nie musi. Nie wiemy dokąd podziała się dusza Winchestera seniora po ucieczce z otchłani. Ash nie odnalazł przecież, ani Mary ani Johna w niebie. Do ich postaci można również dopisać dodatkowe wątki. Ciekawe ile prawdy o Samie znał John, kiedy umierał. Co powiedziałby na wieść o tym, jaki okrutny los spotkał jego synów? Nie mam dzieci, ale nie byłbym na jego miejscu za szczęśliwy.

W jaki natomiast sposób John miałby wrócić do żywych? To już akurat nie jest mój problem. Ale skoro Jeffrey Dean Morgan wypowiada się, jak chętnie znów przytuliłby Sama i Deana, to szkoda by było zmarnować tak ogromny potencjał drzemiący w tej postaci. Wątpię, aby decydowały tutaj kwestie finansowe. Morgan nie jest aż tak wielka gwiazdą, aby był za drogi dla Supernatural. Łudząco podobny do niego Hiszpan Javier Bardem kosztowałby o niebo więcej.

Skoro już mowa o pieniądzach. Do pewnego momentu właśnie one postawiły przyszłość Supernatural pod znakiem zapytania. Bo spadek oglądalności przeliczany jest w tym biznesie spadek dochodów dochodów. Ale czy w czasach, w których nowy odcinek serialu można niemal natychmiast po premierze ściągnąć z Internetu, oglądalność należy cały czas brać za pochodną popularności? Znana jest teoria ukrytego bezrobocia. Wszem i wobec obwieszczam o narodzinach ukrytej oglądalności. A przecież Supernatural to już nie tylko wpływy z samego serialu. Należy pamiętać o książkach, komiksach i innych gadżetach, wśród których pragnę doczekać się polskiej wersji gry RPG.

Jednej rzeczy jestem pewien. Do pierwszych pytań, na które powinniśmy otrzymać odpowiedź, należy los Sama. Jak napisał SSJ w "Powrocie do korzeni" Sam powrócił na ziemię ale właściwie nie wiadomo co się z nim stało, kto go wskrzesił i czy na pewno jest w 100% człowiekiem (…) Przygasająca latarnia może wskazywać, że egzystuje obecnie jako duch bądź też jest to zwiastun po prostu siły wyższej, dzięki której wydostał się z klatki. Wokół tego wątku też może powstać fabuła 6 sezonu. Podejrzewam dylemat u Sama, czy powinien pojawiać się z powrotem w życiu starszego brata, który wreszcie może cieszyć się spokojem u boku Lisy. Zastanawiam się troszkę, czy aby obraz "tej, która czeka za nim" nie jest oby odrobinę naiwnym motywem, ale to już jest akurat szczegół. Oby tylko nie zwiódł za bardzo tych fanów, którzy właśnie teraz dorastają.

Tymczasem dla Deana i Sama nastał nowy rozdział, a wraz z nim czas na wznowienie poszukiwań swego miejsca w świecie i odpowiedzi na pytanie co dalej. Jestem bowiem przekonany, że gdyby mogli się teraz do nas odezwać, to obydwaj ze zdecydowaniem powiedzieliby, że Lucyfer i Apokalipsa to nie całe ich życie.

Autor: Adam Kaczmarek

SKOMENTUJ NA FORUM



Supernatural.com.pl @ Wszelkie prawa zastrzeżone.Strona Non- Profit prowadzona przez fanów dla fanów.